Dystans

Z dystansu zwykle lepiej widać… Lubię swoje notatki i zapiski pamiętnikarskie, bo wracając do nich łatwiej zrozumieć swoje emocje i kontekst sytuacyjny. Wczoraj przypadkowo weszłam na swoją stronę… i regularność moich wpisów wręcz poraża 😀 A jeszcze tak niedawno nie było dla mnie żadnym problemem terminowe oddawanie tekstów… Ale to również jeden z elementów mojej obecnej perspektywy…

Chłopcy są u mnie już 291 dni… od ostatniego wpisu minęło 168.

Jeszcze rok temu zaczynałam dzień od porannej kawy i listy zadań do zrealizowania spisywanej w brulionie, a kończyłam podsumowaniem – notatką i ewentualnym przekładaniem niezrealizowanych zadań, co było raczej rzadkie… Teraz mam wrażenie, że doba jest za krótka. Zadania do realizacji spisuję na kartce, którą wkładam na szybko do torebki. Nie myślę już o realizacji dalekosiężnych zadań, ale raczej o tym by nie zapomnieć tych najbardziej prozaicznych… co kupić, co wyprać, co zamówić, który termin przełożyć, kupić lekarstwa, załatwić naprawę no i jeszcze praca… Już na etapie planowania wiem, że tego wszystkiego nie da się ogarnąć.. I co? I nic… Z bliska wydaje się to wszystko chaotyczne, karkołomne i zwariowane. Działania między próbą trzymania się planu (pobudka, pieluchy, śniadanie, lekarstwa, mycie zębów, ubranie, wysłanie do przedszkola, praca, praca, praca, zakupy, inne planowane rzeczy, odebranie z przedszkola, zabawy, gry, szlaczki, puzzle, kolacja, lekarstwa, mycie, usypianie, spacer z psem, sprzątanie, pranie, praca… padam), a spontanicznym reagowaniem na nieprzewidziane zdarzenia (rozbita głowa, rozwalony rower, obgryzione buty, wywrotka do kałuży 5 minut przed planowanym wyjściem, połamane okulary, podeptane kolejne okulary, wepchanie do ucha drobnego elementu w czasie zajęć przedszkolnych…). Ze środka wydaje się czasem, że dzień wygląda jak ciągła praca w kieracie. Więc dlaczego jest dobrze?

Dzisiaj wracam do swoich zapisków i rozglądam się wokół… Chociaż przez chwilę próbuję spojrzeć z dystansu…

Hmmm… dom jest zadbany i ciepły jak nigdy wcześniej gdy byłam sama, lodówka zawsze pełna, przeżywaliśmy andrzejkowe wróżby i bal przebierańców, pierwszy raz od lat założyłam lampki na choinkę przed domem, święta Bożego Narodzenia były magiczne jak za czasów mojego dzieciństwa, pieczenie pierniczków, listy do Mikołaja, radość z prezentów i szukania pierwszej gwiazdki, lepienie łańcuchów choinkowych i zachwyt małych ludzi nad grającą kulą ze śniegiem i podświetlanymi domkami, wieczorne czytanie i opowiadanie bajek i poranne przytulanki w łóżku, spacery, zabawy na śniegu… i dwie uśmiechnięte buzie.

Z tej perspektywy nawet suszarka na pranie często rezydująca w salonie i chmara zabawek stojąca na wannie i wpadająca do niej, gdy tylko próbuję się zrelaksować w kąpieli, nie mają znaczenia… Jest dobrze…

A to, że czasem nie ma kiedy o tym napisać. No trudno… Jeszcze będzie na to czas…

Poza tym patrząc na pierwszy wpis widzę jak dużo się zmieniło. W maju Misiek z trudem ułożył 12 puzzli, na Mikołaja dostał 100 i układa. Wpadki z toaletą w ciągu dnia też już mu się zdarzają bardzo rzadko. Młody ruszył z mową, śpiewa „Sto lat”…

Tak z dystansu lepiej widać. Dajemy radę. Fajna z nas rodzina.

Frustracja

Od ostatniego wpisu minęły 84 dni… Od 123 dni jestem mamą zastępczą. Boże jak ten czas leci. Dzieciaki rozwijają się w sposób widoczny. Mówią… Misiek w zasadzie wszystko, niewyraźnie, czasem nie zna słów, ale już mówi. Młody też już jest komunikatywny. W większości mówi swoim narzeczem, ale ja też poszerzyłam swoje kompetencje językowe, więc potrafimy się świetnie zrozumieć. Chłopaki jeżdżą na rowerach, pływają (w kapokach oczywiści), ale ruch jest zbawienny… Rozmawiamy, bawimy się, wspólnie odkrywamy na nowo najbardziej prozaiczne elementy życia, przytulamy się i zapewniamy o wzajemnych uczuciach. Jest cudownie i koszmarnie męcząco (dla mnie oczywiście). Co rano czuję się jak na obozie survivalowym. Wieczorem, nie mam już takich refleksji – po prostu bezrefleksyjnie padam.

Wśród różnych emocji są i frustracje. Jedna z nich ma na imię odpieluchowywanie. Przychodząc z domu dziecka chłopaki mieli na sobie pampersy (a na nie wciśnięte majtki – ale to już inna opowieść). Byłam przygotowana na ten problem – teoretycznie i technicznie. Zabrakło przygotowania mentalnego. Kupiłam opakowanie jednorazowych rękawiczek i po rozmowie z inną doświadczoną mamą zastępczą wiedziałam, że nie można niczego oczekiwać tak od razu. Trzeba czasu… Taaa… Miśkowi od razu zdjęłam pampersy. Starałam się go pilnować i odsikiwać regularnie. Niestety jeśli tylko przegapiłam czas, to lał w spodnie. Zostawiony w mokrych zdawał się nie zauważać że już wszystko pływa. Najgorzej było gdy oglądał bajki. Wtedy zupełnie nie panował nad sytuacją.

-Misiek idź sikać, widzę że już Ci się bardzo chce.

-Nie! Nie! Nie!

-Misiek zaraz się posikasz! Do toalety!

(chwytam za rękę, prowadzę w stronę toalety)

-Nieeee! (płacz, krzyk, kładzenie się na podłodze…)

-Zatrzymam bajkę, ale proszę do toalety.

-Nieeee! (płacz)

60 sekund później Misiek sika na fotel…

Sytuacja powtarza się wielokrotnie. Czasem obsikany był fotel, czasem krzesło, czasem dopiero co zmienione spodnie lub następowała konieczność powrotu do domu ze spaceru… Nie wiem co mnie bardziej irytowało, to że się posikał, czy to że posikał się chwilę po tym jak kazałam mu iść do toalety… Do tego dochodziły noce, po których trzeba było zmieniać pościel, bo standardowe pieluchomajtki nie trzymały już takich ilości płynu… No ale z płynem i tak było pół biedy… Gorzej, że i problem kupy wyglądał mniej więcej tak samo. No więc frustrowaliśmy się wzajemnie. Ja ich sadzając na nocnik lub toaletę i nie puszczając do czasu zrobienia tego co ma być, oni mnie robiąc w majtki chwilę po tym jak dałam nowe lub przekonywałam, że już czas. Były jeszcze poranki, kiedy to stała zawartość pieluchy wypadała do łóżka…

Tak było przed pierwszym spotkaniem z naszą opiekunką z MOPSu. Pani miała przyjść rano, więc już wieczorem przebrałam łóżka, dopilnowałam, aby wszystko było czyste i ogarnięte… A o poranku w pokoju chłopaków cuchnęło jak szalecie miejskim. Pościel zafajdana, a oni zamiast w łazience „czytają” sobie bajeczki…

Ale poranki okazały się kluczowe. Ja ustawiłam budzik trochę wcześniej, tak by budzić się chwilkę przed chłopakami i na dzień dobry wysyłałam gagatków do łazienki. Tak w miarę szybko opanowaliśmy problem kupy. Misiek z czasem załapał też sikanie. Młody dalej walczy z tym zagadnieniem…

Ale nie tylko oni zmienili się w tym temacie. Ja nabrałam dystansu. Kupiłam większe pieluchomajtki dla Miśka, co ograniczyło ilość nocnych katastrof. Nauczyłam się sprawnie myć Młodego w umywalce. I zaczęłam ogarniać sprawę jak mama nie jak opiekunka. Nie wiem kiedy przestałam używać jednorazowych rękawiczek…

A dzisiaj jest niedziela. Pospałam nieco dłużej. Dochodzi 8. Słyszę, że już nie śpią.

– Chłopaki do łazienki! Misiek na toaletę, Młody na nocnik! – krzyczę z łóżka.

-Acha… – odpowiada Młody, po czym słyszę, że obaj biegną do łazienki… Pięć minut później z łazienki dobiegają odgłosy zabawy. No dobra… Zwlekam się obolała z łóżka… Chłopaki stoją przy umywalce i bawią się wodą.

-A dlaczego nie robicie kupy?

-Już…- odpowiada Misiek pokazując pieluchę…

-Ale obaj?!- pytam z niedowierzaniem i rezygnacją- SERIO???

-Tak – zgodnie kiwają głowami.

– O nie panowie! Tak nie będzie! Proszę po kolei pod prysznic i sami sobie myjcie te brudne pupy! A na śniadanie zamiast słodkich serków pasztet. Bo ja też mam tu z Wami niezły pasztet!

– Acha… – skomentował Młody…

16 sierpnia

Do pracy około zbawienia bliźniego potrzebna jest powaga, ale ta, która nie ma nic wspólnego z próżną powagą świata. S. Ignat. ibid.

Co innego jest duma, a co innego powaga: owa jest niezdrowym nabytkiem uczoności, zaszczytów i tym podobnych darów natury, ta owocem nieskalanego żywota; o ile pożyteczną dla dusz pasterstwa godna powaga, o tyle szkodliwą dla niego butna duma.

Dla prawdziwej powagi nie potrzeba ani podziwianej uczoności ani wysokiego stanowiska ani bogactwa; można jej bez takiego nakładu nabyć: jej całe mienie stanowią cnota i skromne usposobienie ducha.

Zbyt surowa postawa odstrasza miasto przyciągać, i wywołuje łatwiej pogardę jak miłość; a bez miłości są wszelkie usiłowania daremne; duchy nie dają się podbić, jeżeli się dobrowolnie poddać nie chcą.

Zmarszczone czoło i napuszone brwie każą się obawiać nieprzyjaciela, nie zaś przyjaciela spodziewać; takiemu wystąpieniu stawi duch raczej opór, zamiast się poddać. Nie ma pewniejszego sposobu do zdobycia serc ludzkich, jak przez ciche wkradanie się do nich; życzliwej uprzejmości otworzą się łatwo serca, które się dla buty na sto kłodek zamykają.

Układanka

Misiek rozsypał układanki. Trzy obrazki szybko go przerosły. „Ale skoro się rozsypało to trzeba poukładać! Takie są zasady!” (to oczywiście moja kwestia… nie ma jak trochę pogderać…) W orzeczeniu Miśka napisali, że nie daje rady z pięcioma elementami, ale wiem swoje… Da radę z dwunastoma. Misiek siedzi, patrzy, myśli, nie myśli… Przybiega Młody. „Ja też. Ja sam. Ja dwa”- zaczyna układać. Misiek się krzywi. „Jak ułożycie wszystkie trzy to będą deserki i bajki” (to oczywiście moja kwestia – tym razem przekupstwo… masakra…) No, ale zaczęli układać. To znaczy Młody układa. Misiek leży. Coś próbuje, ale z założeniem, że i tak się nie uda. Dwa puzzle pasują, dokłada trzeciego, też pasuje, czwarty też pasuje, ale trzeba nieco obrócić. Obraca, ale w drugą stronę. Nie pasuje. Nic nie pasuje! Rozwala trzy poprzednie. A Młody już ma początek obu obrazków. Misiek się krzywi. Młody szuka brakującego elementu. Misiek znajduje. Dokłada do obrazka Młodego. Swojego obrazka nie potrafi ruszyć. Włączam się. Zachęcam. Startujemy. Powoli. Misiek leży. Młody dopasowuje kolejnego. Nie pasuje. Ale widzę, że pasuje. Przecież z daleka widać, że pasuje. Przecież to proste. „Młody, ten kawałek pasuje, tylko dołóż go z drugiej strony” (to oczywiście moja kwestia, tym razem daję mądrą radę…). Młody próbuje z drugiej strony, ale w międzyczasie poobracał puzzla, więc nie pasuje. Patrzę z dystansu i widzę i wiem, że to proste… W ułamku sekundy w głowie dopasowuję fragmenty. Wiem, że wszystko pasuje. Ale dla chłopaków to ewidentnie trudne zadanie. Łyk kawy i refleksja… Całe moje życie jest jak dla nich te puzzle. Mnie też ciężko czasem to poukładać. Dom, praca na dwóch etatach w trzech różnych miejscach, codzienne obowiązki, dwóch przedszkolaków, dla których od 39 dni jestem rodziną zastępczą, stary ślepnący pies, dwie charakterne kotki, doradzająca mama i siostra. Był jeszcze eksmałżonek usilnie starający się o powrót… do wczoraj… gdy poinformował mnie, że zostanie tatą. No cóż od dawna wiedziałam, że jest elementem z innej układanki. Moja i tak jest skomplikowana. Codziennie ją układam. Zastanawiam się tylko, czy robię to jak Młody –  z impetem, czy jak Misiek z rezerwą i wątpliwościami we własne możliwości…

Misiek ponownie zaczyna. Bezrefleksyjnie patrzy na puzzle. Czarno to widzę… Młody przerywa układanie. Zostały mu jeszcze cztery elementy. Biegniemy z Młodym do toalety. Wracamy po krótkiej chwili. Misiek sprawnie dokłada ostatni puzzel… Hmm… A jednak. Ułożył swój obrazek. Ale tak szybko? Nieistotne. Przecież wiedziałam, że da radę.  Młody sprawnie kończy swoje. Pełny sukces. Wszystko pasuje. Wiedziałam, że pasuje.  Z dystansu lepiej widać. Patrząc z dystansu czasu, wiedzy, doświadczenia i emocji każda układanka jest prosta. Tylko, że ja nie mam tego dystansu. Siedzę w środku swojej układanki. I układam ją. Zwykle jak Młody, czasem jak Misiek… I o tym będzie ten blog.

Konstanty_DamrotPoradnik niejedno ma imię… Wśród zbieranych przeze mnie „starych kościelnych książeczek” (określenie to jest bardzo szerokie i zawiera w sobie zarówno książeczki do nabożeństwa jak i publikacje religijne w tymże formacie wydane mniej więcej do końca I połowy XX wieku) znalazła się jedna bardzo Read the rest of this entry

2 stycznia

2To niechaj będzie pierwszą zasadą wszelkiej czynności: ufaj w Bogu tak, jak gdyby skutek całkiem od ciebie, a nie od Boga zawisł; tak zaś przykładaj się do dzieła, jak gdybyś  sam nie mógł nic, a Bóg wszystko zrobił. S. Ignat. ap. Nolar.

Słabowita nadzieja stoi na kruchych nogach, gdy jej silnych rąk nie dostaje. Ten, który cię bez twego udziału stworzył, nimeś jeszcze był, nie zbawi cię ani i nie pomoże bez twego udziału.

Podaj ty jeno iskrę, Bóg roznieci ją w płomień; rzuć ty jeno nasienie, a On da mu wzrost. Tak będzie wszystko wedle życzenia rosło, inaczej pozostanie płonnem.

Ty choćbyś chciał, nie możesz nic bez Boga; Bóg nie chce nic, choćby mógł, bez ciebie. Połącz się z Bogiem, a będziesz mógł wszystko zrobić.

Łaska boska, która tak wielkie rzeczy w innych zdziałała, nie okaże się w tobie bezsilną, byleś mocną ufność w Bogu pokładał. Gdzież twoja nadzieja?

1 stycznia

Wszystko na większą chwałę Boga.

Te i tym podobne słowa powtarza św. ojciec Ignacy w swoich konstytucyach trzysta siedemdziesiąt sześć razy. Suar. de rel.

Powodzenie w nowym roku i w całem życiu naszem polega na tem, abyśmy każdej chwili naszego czasu i każdej naszej czynności użyli jedynie i wyłącznie na chwałę Boga. Tego żąda Bóg od nas prawem swojej najwyższej władzy; tośmy mu winni jako jego poddani.

Kto swojej własnej, nie bożej chwały szuka, ten jest złodziejem i grabicielem; albowiem Bogu samemu należy się chwała, a nam wstyd i wyrzuty. Chwała boska powinna być dla nas bodźcem i hasłem obowiązku.

Nikt nie wyrządza sobie większej szkody jak ten, kto więcej dba o swoję, aniżeli o chwałę bożą; taki bowiem traci razem chwałę doczesną i wieczną i jest zawsze nędznym: nędznym tu, bo pozbawiony prawdziwej, nędzny tam, bo pozbawiony wszelkiej chwały.

Kiedyś, ale niestety za późno, będą tacy musieli wyznać, mówiąc: Całą noc pracowaliśmy, a niceśmy nie ułowili. Owo nic – to chwała ludzka; jak kwiat polny podnosi wysoko głowę, ale wnet zostaje zdeptaną; jak para idzie do góry i niknie. Jeźli chwałę cenisz, to szukaj prawdziwej.

5 lutego

Broń Boże, abyś choć jedną noc pod tą samą strzechą spędził z człowiekiem, o którym ci wiadomo, że jego dusza grzechem śmiertelnym obciążona. S. Ignat. ibid.

 

W chwili, kiedy się dusza na grzech zgadza, oddala się od Boga, a przepaść dzieląca Boga od grzesznika jest większa, aniżeli przepaść pomiędzy niebem a ziemią. Kogo tedy Bóg tak nienawidzi i unika, jakże go ty możesz kochać i z nim przestawać?

Im mocniej Boga kochamy, tem,więcej musimy każdego nienawidzić, który go przez grzech znieważa, i unikać jakoby ojcobójcę. Przyjaciel Boga nie może być przyjacielem jego nieprzyjaciół; kto grzesznika nie nienawidzi, ten nie kocha Boga.

W obcowaniu z drugimi wyrabiają się obyczaje, a bezbożni zarażają swemi wadami i tych, którzy się zarazić nie chcą. Daleko częściej zdarza się, że dobry usposobienie i obyczaje od złego, aniżeli zły od dobrego przyjmuje.

Razem z zadżumionym nie mieszka żaden człowiek rozsądny; tak też trzeba zerwać przyjaźń i wszelką zażyłość z człowiekiem. który przez grzech stał się odrazą dla Boga, dla aniołów i dla wszystkich dobrych ludzi.

4 lutego

Ten okazuje fałszywą gorliwość, kto ją zamiast na opanowanie swoich namiętności, na ciągłą modlitwę obraca. S. Ignat. in vita.

 

Trzeba namiętnościom siłę i ogień odebrać, aby nam nie szkodziły. Jak nie wystarcza chwasty poobcinać, ale je z korzeniami wyrwać trzeba, bo inaczej na nowo wystrzelą: tak też grożą namiętności zawsze niebezpieczeństwem, skoro ich cnota silną ręką nie wytępi całkiem.

Nie dosyć, żądzę nieco podciąć; trzeba ją całkiem wytępić. Jak się dziki zwierz przez zranienie tem dzikszym staje, tak odzywają się namiętności, tylko w części poskromione, z czasem tem gwałtowniej. Ogień tylko z lekka zroszony, bucha tem silniejszym płomieniem. Co ma być dobre, musi niem być z gruntu.

Nie marz o pokoju, dopókiś tylko jedną namiętność przytłumił, istnieją jeszcze drugie, które cię zgubić mogą. Na co się zda, choćbyś jedną lub drugą żądzę przygasił, skoro ich jeszcze więcej pozostało? Jedyna wystarcza dla twej zguby. Być tylko od małej liczby nieprzyjaciół osaczonym, nie daje rękojmi wygranej; jeden z nich wystarcza, aby cię pokonać.

Modlić się, jest rzeczą lżejszą, aniżeli się zwyciężyć; dlatego też to jest większej pochwały godne aniżeli pierwsze, lubo nikt nie będzie mężem modlitwy, jeżeli nie jest mężem umartwienia.

3 lutego

Jest to bardzo rzadkim zjawiskiem, jeżeli się do domów, w których długo niezmienny spokój i powodzenie panowały, grzechy się wkradną. S. Ignat. ap. Bartol.

Nie ma większego nieszczęścia jak ciągłe szczęście. Jak ziemia nie rozpruta pługiem, nie skopana motyką, nic innego nie wydaje jak dzikie chwasty, tak też długie powodzenie wytwarza wady i grzechy; ubezwładnia bowiem ducha i ostudza miłość do cnoty.

Daleko więcej ludzi zginęło przez używanie rozkoszy jak przez cierpienia, więcej przez zbytek jak przez niedostatek, więcej przez sprzyjającą pomyślność jak przez niepowodzenie. Z przykrości zaś rodzi się zadowolenie i szczęśliwość. Nikogo nie trzeba uważać za nędznego, który się w swojej nędzy szczęśliwym czuje.

Gdyby ci niebo przez powodzenie w twoich sprawach już tu twoje zasługi wynagrodzić chciało, tak żebyś w przyszłości nic do żądania nie miał, cóż tedy? Jeżeli istnieje nieszczęście, to zaiste jest niem to: być pozbawionym nadziei wiecznego szczęścia.

Skoro za zuchwalstwo uważać należy liczyć na podwójną nagrodę, tu i tam, – któż tedy chciałby się tu w róże stroić, aby się tam cierni obawiać? Tu, panie, pal i rznij, a oszczędzaj tam! Kto nie cierpi, będzie cierpiał.

2 lutego

Kto pragnie być dla drugich pożytecznym, powinien wprzód o sobie samym radzić: najprzód rozpal ognisko miłości we własnym sercu, jeżeli chcesz drugich rozgrzać. S. Ignat. ibid.

Nic nie zaleca pobożności tak skutecznie jak przykład, gdyż nie ma lepszego wykładu przykazań, jak ich wykonywanie przez tego, który je wydał. Wszyscy, którzy są tego świadkami, rozumieją przykazania i nie będą potrzebowali ich wyjaśnienia. Widzieć znaczy tyle, co rozumieć.

Aby pewny cios zadać, powinien się żołnierz wprzód w użyciu broni ćwiczyć; źle to uczyć się podczas niebezpieczeństwa, a za późno zwykle żałuje się zbytniej ufności w swe siły.

Niebezpieczeństwa duszy są liczniejsze i groźniejsze aniżeli ciała. Kto chce drugich ratować, ten potrzebuje sam silniejszej opieki, aby przy ich ratunku nie zginął. Nie zepsuć się pomiędzy złymi, nie zarazić się pomiędzy zakażonymi, to nie ladajaka, niepowszednia sztuka.

Prawdziwa miłość jest we wszystkim dobrze ułożona: najprzód baczy na swoją własną, a potem dopiero na korzyść drugich i nie cierpi, aby ją ktoś w świętobliwości prześcignął. Bo jeżeli nikt dać nie może, czego sam nie ma, jakże ma ktoś innych duchem napełnić, będąc sam bez ducha?

1 lutego

Chory niechaj się jeno powstrzymuje od wysileń zdrowego, a zadowala się cierpliwością i poddaniem swojej woli, aby pracą swego ciałka całkiem nie zniszczył. S. Ignat. ap. Nolarc.

Życzenia chorych bywają nadzwyczaj wielkie; chorzy postanawiają sobie wykonywać nadzwyczajne czyny, skoro się tylko choroby pozbędą. Ale w tem mylimy się bardzo: bierzemy bowiem za gorliwość, co tylko wynikiem zmysłowości; nie tyle nam bowiem chodzi o pracę, ile raczej o to, aby się jak najprędzej dokuczliwej choroby pozbyć.

Po co sobie Indie za pole popisów przeznaczasz? Twoje łoże jest ci placem boju i najobfitszych zbiorów. Za męczeństwem nie potrzebujesz wcale wzdychać: jako oprawców masz zawsze w około siebie cierpienia, a łoże boleści uważaj za swoje więzienie. Byleś korzystać umiał, to ci się choroba obfitem źródłem zasług stanie.

Gdyby Bóg twoich zasług potrzebował, toby ci i sił potrzebnych udzielił. On żąda cierpliwości, nie ofiary, poddania twojej woli, a nie znoju ciała.

Te wielkie dzieła, do jakich się rwiesz, odpowiadają może twojej woli, ale nie upodobaniu bożemu. O ile wola boska jest świętszą, aniżeli twoje życzenia, o tyle jest ci choroba pożyteczniejszą, aniżeli apostołowanie.

Jak skutecznie zepsuć humor gościom…

Jak skutecznie zepsuć humor gościom…

Polacy szczycą się swoją gościnnością. „Gość w dom Bóg w dom” ,a „czym chata bogata tym rada”, jeżeli dołożymy do tego jeszcze „zastaw się, a postaw się” otrzymamy gościnność godną dawnego sarmaty. Większość szanujących się pań domu stawia sobie za punkt honoru nakarmienie przybysza do granic możliwości jego żołądka, zaś poważny pan domu ochoczo napoi gościa do granic możliwości jego głowy. Po tak spełnionym obowiązku gospodarskim oboje mogą oczekiwać  zadowolenia i wdzięczności za miło spędzone spotkanie. A  co jeżeli goście mimo tych starań nie wyglądają na szczęśliwych? W takim wypadku należy skrupulatnie przeanalizować założenia organizacyjne imprezy. Być może INSTRUKCJA ZACHOWANIA GOSPODARZY, z której korzystamy wygląda następująco:

 

 

Read the rest of this entry

25 stycznia

Aby kogoś zaczepić i dotkliwie zaniepokoić, na to obiera sobie diabeł najczęściej nocną porę. S. Ignat. in. exercit.

Owa pomiędzy czuwaniem a snem jakby zmrok leżąca pora jest jak porą niepewnego światła, tak też pora niepewnej woli i wymaga szczególnej czujności: wtenczas bowiem podkrada się nieprzyjaciel jakby z zasadzki, aby budzącego się ze snu niespodzianie swem żądłem ukłuć.

Nędzny czarcie! Bojąc się otwartej walki, wybierasz sobie ciemności i korzystasz z nocnej pory! Co my zaś na to? Wobec tego nieprzyjaciela popłaca jedynie czujność; widząc, że go spostrzeżono, pierzcha natychmiast.

Ceni zaś i wybiera jutrzenkę: jak bowiem ktoś rozpocząwszy dzień dobrze, już połowę pracy wykonał, tak trudno spodziewać się dobrego końca, gdzie ktoś dzień źle zaczął, -od czego nas Bóg niech uchowa! Pierwszemu należy się pierwszeństwo!

Jakże diabeł zabiegliwy, aby nas zgubić. Dzień mu nie wystarcza, więc bierze do pomocy zmrok i ciemności. Biada leniwemu, który nie dbając o siebie i o opiekę niebios, śpi z zatkniętymi uszami!

24 stycznia

Nic nie może prawdy długo zagłuszyć; można ją wprawdzie przygnieść, ale nie można jej zgnieść. S. Ignat. ap. Nolar.

 

Najlepszy z kolorów jest biały. Przebiegłość i obłuda nie dochowują barwy. Jak błoto, które się długo pod śniegiem kryło, na jaw wychodzi, gdy śnieg pod promieniami słońca stopniał, tak wypiera na koniec prawda przebiegłość i odkrywa obłudę.

Jak słońce pod zasłoną mgły chwilowo się chowa, ale na koniec mgłę rozpędza i w tem jaśniejszym blasku występuje; tak udaje się czasem prawdę na chwilę przytłumić, ale wreszcie przedziera się ona w całej świetności na jaw.

Najlepsza polityką jest szczerość. Czysta dusza nigdy się nie zarumieni, przeciwnie wykryta nieszczerość okrywa się rumieńcem wstydu. Nie ma nic więcej upokarzającego, nad odkrytą obłudę.

Prędzej oszuka obłudnik siebie aniżeli drugich; bo gdy pod drugimi dołki kopie, sam w nie pierwszy wpada. Taka bywa kara sprawiedliwości, a złośnik ginie przez te same machinacye, jakie do obalenia drugich gotował. Kto w prostocie postępuje, postępuje bezpiecznie.

23 stycznia

W lekceważeniu najdrobniejszych grzechów ukrywa się zwykle większe niebezpieczeństwo, aniżeli w baczności na najwieksze. S. Ignat. ap. Ribad.

Nie ma nic drobnego – czy w złem czy w dobrem, bo jedno i drugie jest wieczne. Zawsze pozostanie ta prawda: jak nie jest rzeczą obojętną, czyś coś źle lub dobrze zrobił, tak też ma jedno i drugie wpływ na wieczność, bądź szczęśliwą, bądź nieszczęśliwą.

Kto błędy dlatego lekceważy, że są małe, ten jeszcze nie doświadczył, jak i mały kamyk podróżnego w pochodzie wstrzymać może. Cienka nitka wystarcza, że ptaszek nie może, choćby rad chciał, pod obłoki wzlecieć.

Wielkie zło można łatwo poznać, gdyż nawet swoją ogromnością przeraża, tak że się każdy zawczasu za środkiem przeciwko niemu ogląda; ale małe zło zapoznaje się łatwo, i tak rośnie niepostrzeżenie, aż się nieuleczalnem staje.

Nie co robimy, ale dla kogo robimy, powinniśmy mieć na uwadze. Bóg jest wielki, to też nie podobać się jemu, nie jest rzeczą drobną. Żaden czyn, dobry czy zły, nie jest tak mało znaczącym, aby nie przewyższał najważniejszych spraw państwa, jego wzrostu lub upadku, a nawet praw całego świata. Patrz, jak wielki błąd, coś lekceważyć.

22 stycznia

Niekiedy ma człowiek od szatana tyle do cierpienia, że mu się zdaje, jakoby siły ducha utracił; stąd bywa, że niekiedy naturze lub chorobie przypisuje, czego przyczyną pokusa bywa. S. Ignat. in reg. de discret. spir.

Diabeł jest za nadto chytry, aby ci, którzy się z nim spotykają, jego sztuczki poznać mogli. Jako książę ciemności knuje je w ukryciu, aby nas tem pewniej znienacka podejść; tu potrzebne wyższe światło, aniżeli ludzkie.

Jak ten, który twierdzę zdobyć pragnie, najprzód jej zewnętrzne okopy niszczy, tak też zaczepia naczelnik piekielny najprzód ciało, aby zdobyć duszę. Bacz na jego przygotowania; zbytnia pewność siebie jest największem niebezpieczeństwem.

Diabeł zaczepia ciało, mierząc w duszę: wymyśla złudzenie, aby pasmo dobrych uczynków przerwać. Zawsze myśląc o naszej zgubie, cieszy się, gdy mu się udało wyrządzić nam choć małą szkodę, nie mogąc wyrządzić większej. Obyśmy byli równie chciwi naszej korzyści, jak zły duch chciwie naszej zguby pragnie!

Bóg zostawia wrogowi naszej duszy taką swobodę i siłę, bądź aby nas w pokorze utwierdzić, bądź aby swoją władzę nad nami okazać; tak działa Bóg jako ojciec, diabeł jako tyran.

21 stycznia

Gdyby było możliwem, aby ktoś kochający Boga został bez swej winy potępiony, tenby łatwiej znosił wszystkie męki piekielne, aniżeli bluźnierstwa, jakiemi potępieni Bogu złorzeczą. S. Ignat.ap. Bartol.

Kaźń cielesna, jaką Bóg wymierza jest sama z siebie nie zła, owszem dobra, ponieważ jest karą grzechu, a zatem narzędziem sprawiedliwości boskiej; ale bluźnierstwo musi nienawidzić nie tylko Bóg, ale i człowiek, który Boga kocha.

Krzywda, wyrządzona osobie kochanej, zadaje kochającemu tem boleśniejszą ranę, im mocniej kocha; a nie mogąc krzywdzie zapobiec ani jej pomścić, czuje się podwójnie nieszczęśliwym, bo czuje własną i boleść kochanej osoby.

Kto się nienawidzi, jak się należy, temu nie ciężko cierpieć; bo któż nie rad widzi, gdy jego nieprzyjaciela chłostają? Ale patrzeć na to, jak nam droga osoba bywa zelżoną, to znaczy cierpieć bez sposobu zaradzenia.

Przykro patrzeć, jak niewinny, przykrzej, jak nasz dobroczyńca cierpi; ale najprzykrzej byłoby widzieć, że Bóg, źródło wszelkiej dobroci, dobro bez miary i granic, cierpi!

20 stycznia

Trzeba mieć wzgląd nie tylko na Boga, ale i na ludzi, i to dla Boga. S. Ignat. ibid.

Bóg, który człowieka tak kocha, że się z miłości za niego ofiarował, chce, aby go ludzie tak kochali, iżby przytem człowieka nie zaniedbali. Ten nie ujmuje nic miłości bożej, który bliźniego dla Boga kocha.

Nikt nie jest tak znikomym, aby nie posiadał czegoś, coby miłości i czci godnem było; a choćby i nic takiego nie miał, jest przecie własnością i obrazem Boga, ceną krwi Chrystusowej okupiony, i dla tego byłoby występkiem odmówić mu miłości.

Jeżeli tylko na swoje, a nie na obyczaje drugich uważać będziesz, to dojdziesz wnet do tego, że wszystkich drugich za lepszych od siebie samego trzymać będziesz, i znajdziesz wystarczający powód, aby bliźniego kochać, a siebie nienawidzić.

Nie nikczemność ludzi sprawia, że bliźniego za mało kochamy, ale nasze uprzedzenie i niechęć. Te zaś powlekamy różnymi pozorami, ponieważ się naszej ułomności przed drugimi wstydzimy.

19 stycznia

Nieznośnem byłoby mi życie, gdybym się dowiedział, że w mojej duszy jest tylko coś ludzkiego ukrytem, a zgoła nic boskiego nie ma. S. Ignat. in vita.

 

Dobrą jest rzecz, jeżeli całkowicie dokładną; złą, choćby tylko w części wadliwą była. Nie będziesz szczęśliwym, jeżeli albo wszystkiem nie wzgardzisz, albo wszystkiego nie posiędziesz. Szczęśliwość jest rzeczą bardzo ograniczoną: nie będziesz dopóty szczęśliwym, dopóki ci czegoś nie dostaje. Tego nie dostąpisz zaś łatwiej i żadną inną sztuką, jak przez miłość Boga.

Kto raz skosztował, czem Bóg, temu się wnet wszystko inne zbrzydzi; nasycony z owego strumienia rozkoszy, czuje wstręt do każdej, choćby najlepszej strawy stworzonej.

Jak piórko, choćby tylko kropelką wody obciążone, nie może podlecieć w górę, a jeżeli gwałtem do góry podrzucone, jednak z powodu swej ciężkości na ziemię spada: tak też nie może dusza podnieść się ku niebu, dopóki ją choćby najmniejszy afekt ziemski zajmuje.

Cały, tak jak jesteś, należysz Bogu, boś jest z Boga. Jeśli Bogu całości nie oddasz, jesteś niesprawiedliwym; twoja miłość należy się cała Bogu i nie da się podzielić: a choćbyś mu wszystko dał, pozostaniesz jeszcze w wielu rzeczach jego dłużnikiem. A czembyś się stał, gdybyś część twojej miłości w inną stronę obrócił?

18 stycznia

Na ów stopień cnoty, na jaki się leniwy w ciągu wielu lat wdrapać nie może, wzbija się pilny człowiek w dziwnie krótkim czasie. S. Ign. in epist. de perfect.

Znój jednego dnia działa czasem więcej, aniżeli całe, ale chłodne życie, owszem jedna dobrze użyta godzina ma więcej wartości aniżeli cały wiek w lenistwie strawiony. Daremnie żyje, który nie żyje dobrze.

Bezczynność ducha jest żywą śmiercią, snem czuwającym; albowiem próżny jest żywot, nie zajęty staraniem, aby żyć dobrze. Tacy, przebudziwszy się raz ze snu, nie znajdą nic w swojem ręku.

Świętą rzeczą jest czas, bo tyle znaczy, co wieczność. Aby ta była szczęśliwą, nie powinno życie, nie powinien nawet żaden dzień bez znoju upłynąć.

Od drzewa spodziewasz się owocu, od roli snopów ziarna; czemu ty sam nie wydajesz z siebie owocu? Bądź ty sam twoją własną rolą, płodną zagrodą, a zanim od twojej własności plonu zażądasz, wydaj go wprzód z siebie.

Antoniego – wspomnienie 17 stycznia

Antoni pochodził z zamożnej, religijnej rodziny, wybrał jednak życie pustelnice, św. Antoni Boshna pustyni, w zupełnym odosobnieniu. Nic więc dziwnego, że z czasem zaczął odczuwać różnego rodzaju pokusy. Pokusy te, jak i ich sprawca – diabeł, są jednym z głównych tematów dzieł sztuki związanych z Antonim, drugim, jest jego spotkanie z Pawłem Eremitą.

W ikonografii św. Antoni przedstawiany jest jako pustelnik, czasami w długiej szacie mnicha. Jego atrybutami są: jeden, dwa lub trzy diabły, diabeł z pucharem, dzwonek (mający służyć odstraszaniu złych duchów), dzwonek i laska, krzyż egipski w kształcie litery tau, księga reguły monastycznej (chociaż w zasadzie sam żadnej nie stworzył, ale zapoczątkował ruch monastyczny), lampa, lampka oliwna, laska, lew kopiący grób, pochodnia, świnia, pod postacią której kusił go szatan, źródło.

Święty ten jest patronem woskiego Burgio, Castrofilippo, Agrigento, Chiaravalle, Ankony, Fivizzano, Fontaineśw. Antoni 2more i Sycylii, brazylijskiego Canas, holenderskiego Mook oraz Zakonu Antoninów, pustelników, mnichów, dzwonników, grabarzy, szpitali, plecionkarzy, szczotkarzy, rzeźników i świniopasów, oraz opiekun zwierząt domowych (między innymi uleczył ślepe prosię). Wzywany w obronie przed zarazą, zatruciem, chorobami skóry i atakami padaczki.

17 stycznia

Boga dla Boga opuścić jest wielkim nabytkiem duchownym, a nie ubytkiem. S. Ignat. ap. Bart.

Prawdziwa miłość musi dla swej korzyści, nawet dla duchowego zysku być ślepą; niewzruszonem okiem patrzy ona tylko na to, co się jej oblubieńcowi podoba; inaczej działając, kochalibyśmy siebie, a nie Boga, nie dawalibyśmy, tylko pożyczali, bylibyśmy wyrobnikami, a nie synami.

Takie duchowe pociechy, jeśli są naszą własnością, muszą nam być podejrzanemi. Każde dzieło daje tem więcej pewności, że jest dobrem, im mniej w niem naszej woli. Jestli takowa świętą, to ją tem świętszą zrobisz, gdy jej się dla woli bożej wyprzesz.

Nie sama modlitwa łączy nas z Bogiem i nie zawsze to najlepsze, co największe. Ale to jest najświętsze, co najbliższe woli bożej.

Jeżeli ci Bóg za dom, któryś z miłości do niego opuścił, stokrotną nagrodę tu, a tam żywot wieczny obiecuje, jakiejż dopiero udzieli ci nagrody, jeżeliś Boga dla Boga opuścił! Kto najwięcej dał, odbierze najwięcej.

Marcelego – wspomnienie 16 stycznia

Tę postać św. Marcelibardzo trudno zidentyfikować w malarstwie i rzeźbie. Marceli był papieżem, więc często ukazuje się go w potrójnej tiarze i z krzyżem z trzema poprzeczkami. Jego atrybutami są również dyscyplina, konie przy żłobie oraz osioł.

Pontyfikat Marcelego przypadł na lata 308 – 309. Papież ten niezwykle surowo oceniał chrześcijan, którzy w czasie prześladowań wyrzekli się wiary, co poskutkowało wypowiedzeniem mu posłuszeństwa  św. Marceli2przez większość wspólnoty św. Marceli 1Kościoła rzymskiego. Ponieważ doprowadziło to do przelewu krwi, cesarz Maksencjusz (ok. 279-312) oskarżył Marcelego o wywołanie publicznych niepokojów. Marceli został obity rózgami, a następnie wygnano go i zmuszono, by został pasterzem bydła. Legenda mówi nawet, że cesarz zamienił kościół na stajnie, a św. Marceli był tam stajennym. Po wielu udrękach zakończył swoje życie w nędzy.

Marceli jest więc patronem stajennych i co ciekawe miasta Racibórz, gdyż według raciborskiej legendy 16 stycznia 1241 roku Tatarzy oblegający miasto uciekli, kiedy w obłokach ukazała się postać świętego. Wdzięczni mieszkańcy ufundowali figury wybawcy w kaplicy i na placu miejskim, a aż do roku 1871 dzień 16 stycznia obchodziło miasto jako swoją patronalną uroczystość z procesją po ulicach miasta. Obecnie, od 2010 roku, w czasie obchodzonych w czerwcu Dni Raciborza, na Placu Dominikańskim odbywa się Jarmark św. Marcelego.

16 stycznia

Wada próżności i ubiegania się za znikomą sławą pochodzi z głupoty i ślepego samolubstwa. S. Ign. ibid.

Żądza czci, powszechne złe w świecie, przewlokła się od pierwszych rodziców, zazdrosnych na Boga samego, aż do nas. Jeżeli zaś ta żądza na przymówkach jakiegoś pochlebcy się opiera, jak wysoko tedy, o dobry Boże, wzbija się w górę!

Zarozumiałość jest łatwowierną i wierzy nie tylko w to, co jest rzeczywiste, ale i w to, co nie jest, byle ku jej korzyści powiedzianem było.

Nieszczęśni, łaknący czci i zaszczytów, ubiegają się o to, aby ich za coś trzymano, czem nie są. Lubią bowiem, aby ich oszukiwano i znajdują w takiem oszukiwaniu wielką przyjemność. Tak wielką ślepotę umysłu wytwarza dym fałszywego honoru.

Spojrzyj głębiej w siebie, a poznasz, czem jesteś. Abyś do tego doszedł, pamiętaj na Boga: o tyle bowiem będzie się w tobie żądza czci zmniejszała, o ile znajomość Boga wzrastać będzie. O Panie, obym siebie, obym Ciebie poznał!

15 stycznia

O mój Boże, gdyby Cię to ludzie znali! S. Ign. ibidem.

Każdemu człowiekowi jest wrodzona żądza wiedzy, stąd widzimy w wielu tak chciwe pragnienie wiadomości, że dla poznania rzeczy mienie i zaszczyty poświęcają. Atoli próżna wiedzo śmiertelnych! Bo wszakże kochacie próżność, a szukacie kłamstwa? Mądrość tego świata jest głupstwem przed Bogiem, jeżeli nie prowadzi do poznania jedynego Boga.

Daremnie się męczymy i tracimy czas: bo choćbyśmy nie wiedzieć co poznali, zawsze nam jeszcze raz tyle i więcej do poznania pozostaje; zamiast światła, napotykamy na ciemności, dopóki się nie wrócimy do jedynej wiedzy prawdziwej, znajomości Boga, i z niej płynącej miłości do niego.

Ku temu zaś nie potrzeba wielkiego rozumu, ani dowcipnego magistra, ani obszernego zbioru książek; bez głośnych rozpraw, w pokornem milczeniu i samotności serca nabywa się tej znajomości Boga: Bóg ukrywa ją przed mędrcami świata, a udziela jej maluczkim.

Co stanowi szczęśliwość Świętych w niebie, jak tylko znajomość Boga? Patrz, jak łatwo nam być szczęśliwymi! Błogosławieni czystego serca, albowiem Boga oglądać będą.

Według legendy święty Paweł urodził się w bogatej rodzinie w Tebach (Egipt) ok. 228 roku. Otrzymał bardzo gruntowne wykształcenie humanistyczne. Wcześnie został sierotą, a na jego majątek czyhał pogański szwagier. W wieku ok. 16 lat, Paweł uciekł na pustynię, by tam schronić się przed prześladowaniami jakie w tym czasie groziły chrześcijanom, tam też, pomimo ustania zagrożenia, postanowił pozostać przez resztę swojego życia, spędzając czas w samotności, na modlitwie. Początkowo żywPaweł Eremitaił się tylko daktylami, a gdy po 30 latach palma uschła, każdego dnia przylatywał do niego kruk przynosząc mu połówkę chleba. Gdy Paweł miał ponad sto lat, odwiedził go św. Antoni- tego dnia kruk przyniósł cały bochenek.   Paweł Eremita zmarł ok. 341 roku, według życzenia został pochowany przez Antoniego na pustyni w dole wykopanym przez dwa lwy, przysłane gdy Antoniemu zabrakło siły na kopanie.

Paweł pustelnik jest patronem zakonu paulinów. W ich herbie znajduje się palma, lwy i kruk.

Paweł Eremita3 herb-zakonu-paulinow

 

 

 

 

 

 

 

 

W ikonografii święty ten jest ukazywany jako sędziwy starzec z długą brodą i łysiną. Ręce ma uniesione w modlitwie. Jego ubranie jest zrobione z liści palmowych, odsłania kolana i łokcie. Często przedstawiany jest z Paweł Eremita1odwiedzającym go św. Antonim. Do jego atrybutów należą: kruk, kruk z chlebem w dziobie, lew, przełamany chleb.

Eufrozyny – wspomnienie 14 stycznia

W “Kalendarzu całego roku” zawartym w “Śpiewniku dla ludu katolickiego…” z roku 1900 pod tą datą znajduje się wspomnienie św. Eufrozyny. W późniejszych kalendarzach wspomnienie to jest obchodzone w obrządku łacińskim w dniu 1 lub 16 stycznia (ale przez karmelitów w dniu 11 lutego), a na wschodzie  25 września.

LegendaEurozyna mówi, że św. Eufrozyna urodziła się w Aleksandrii, jako jedyna córka bogacza Paphnutiusa, który pragnął by poślubiła bogatego młodzieńca. Eufrozyna jednak poświęciła swoje życie Bogu. Nie widząc innego sposobu, aby pokrzyżować zamiary swojego ojca, przebrała się za mężczyznę, przyjęła imię Smaragdus i została przyjęta do klasztoru w pobliżu Aleksandrii, gdzie żyła jako mnich przez 38 lat.

Niedługo po wstąpieniu do klasztoru, Eufryzyna – żyjąc jako Smaragdus-  zwróciła uwagę opata z powodu żywego zaangażowania się w życie ascetyczne, dlatego wybrał ją by dbała o potrzeby duchowe i wspierała  Paphnutiusa po stracie córki, co zresztą czyniła udzielając mu pomocnych rad i pocieszenia. Swą prawdziwą tożsamość ujawniła dopiero w obliczu zbliżającej się śmierci.
Zachęcony przykładem swojej córki w jej poświęceniu dla Chrystusa, po śmierci Eufrozyny około roku 470, również Paphnutius wstąpił do klasztoru .

Opowieść o  Eufrozynie jest zaczerpnięta z dzieła “Żywot św. Katarzyny z Sieny”. Nowoczesna nauka wskazuje, jednak, że cała ta historia może być tylko pobożną fikcją i podważa historyczność  zarówno św. Eufrozyny jak i jej ojca Paphnutiusa…

14 stycznia

Tylko ten duchowny śmie o sobie wierzyć, że całkiem mianu swego stanu odpowiada, który się nie tylko świata, ale siebie samego wyrzekł. S. Ignat. in vit.

O wzniosła nazwo duchownego, znakomity przymiocie, któremu książęta tak wiele przywilejów udzielili, któremu Bóg tak wielkie nagrody zgotował! Ale aby na tę nazwę zasłużyć, potrzeba bardzo wiele i to nie nic powszedniego.

Liczba duchownych jest ogromna, gdy się liczą, ale bodaj byłaby tak wielką, gdyby ich ważono. Jeżeli suknia świadectwo i wiarę daje, to liczba duchownych nie do policzenia; ale jeżeli tylko ich czyny świadczyć mają, to trzeba zawołać: oby ich więcej było!

Jest to wprawdzie wielką i pochwały godną rzeczą, z miłości do Chrystusa światem i jego powabami i obietnicami wzgardzić; ale jeżeli się kto siebie samego i swoich pożądliwości nie zaparł, będzie i w stanie duchownym tylko świata szukał.

Na co się zda iść za Chrystusem, gdy się nigdy do niego nie dojdzie? Kto chce do niego dojść, niech się siebie zaprze. Bóg chce cię mieć wolnego od wszelkiego innego przywiązania; gdy cię choć najmniejsze zajmuje, straconyś. Chromać będziesz na obie nogi: będąc podług sukni duchownym, podług usposobienia światowym.

13 stycznia

Im ściślej się ktoś z Bogiem połączył i im hojniejszym się wobec majestatu boskiego okazuje, tym szczodrobliwszym okaże się Bóg dla niego. S. Ign. in constit.

Nie jest straconem, co się Bogu daje; im więcej wilgoci ziemia ku niebu wyziewa, tem obfitszy deszcz spadnie na nią, aby ją użyźnić; a zatem, skoro poczciwa ziemia sobie powierzone nasienie stokrotnie powraca, czyżby stwórca miał być mniej hojnym i płodnym aniżeli jego stworzenie?

Ta właśnie hojność jest najpłodniejszą: im więcej dajesz, tem więcej odbierasz. Tak staje się strata zyskiem, a oszczędność rzekoma najbrudniejszem sknerstwem.

Bóg odbiera mało, a wraca bardzo wiele: za rzeczy przemijające daje wieczne, za chwilowe wiecznie trwałe, za stworzone boskie. Czemu się więc ociągamy siebie i swe mienie Bogu oddać?

Ale to spamiętaj sobie: Bóg nie zadawalnia się cząstką; wszystkiego, co masz, wszystkiego, czemś jest, żąda od ciebie. Dawaj więc, – wszak to nie twoje: ten, który wszystko dał, żąda wszystkiego na powrót. Godzisz się nam skąpić z cudzą własnością?