Archive for the ‘ Poezja ’ Category

Moja modlitwa

Nasza ostatnia wspólna piosenka.

Kiepsko nagrana… ale inaczej już nie będzie…

Niestety bardzo aktualna…

słowa: Joanna Wylężek

muzyka i wykonanie: Krzysztof Wylężek

 

 

Moja modlitwa

Wierni na Twoje niech liczą Hurysy,

Inni niech białych skrzydeł czekają

Mnie Panie obce są te kaprysy

A wieczne czasy nie pociągają.

 

Nie każ mi proszę w dymie kadzideł

Szukać potęgi oblicza Twego

Ja przestrzegając wiary prawideł

Dosyć problemów mam i bez tego.

 

Oszczędź mi Panie tytułu święty

I nie doświadczaj mnie na daremnie

Ty Boże jesteś tak niepojęty

Że dziś poradzisz sobie beze mnie.

 

Jeśli chcesz aby o coś Cię prosić

To pozwól ścieżkę mądrze wybierać

I spraw by łatwiej było mi znosić

Że to co moje chcesz mi odbierać.

 

 

 

Dzień mój ostatni

Chcę pokochać dzień mój ostatni

Skąpany  w słońcu minionego lata

Chcę dotknąć myślą krainy jasności

Odnaleźć promień zgubiony w błękicie

 

I  chcę zobaczyć wśród liści zielonych

Szumiących ciepłym wiatrem zapomnienia

Mój słodki owoc gasnącego świata

I odejść w przestrzeń z dala od cierpienia.

Lis

Lis żyje na wolności cztery lata.

W niewoli dożywa dwunastu.

Ceną za wolność jest krótkie życie.

Ceną za długie życie jest starość.

Mówią, że starość nie udała się Bogu…

Moim zdaniem… Bóg wcale o niej  nie myślał…

 

Babcia

Nasza babcia ma jutro urodziny.

Przeżyła 89 zim.

Niedowidzi i niedosłyszy.

Czasem nie odróżnia mnie od siostry.

Ma zgrabiałe palce uniemożliwiające rozpięcie guzików bluzki.

Używa maści na obolałe reumatyzmem ciało.

Codziennie kłuje stwardniałe mięśnie igłą z insuliną.

Często płacze z bezsilności i tęsknoty za dziadkiem.

Kochamy naszą babcię. Jutro zaśpiewamy jej  „Sto lat”.

Leniwe niedziele

Leniwe niedziele, koty drzemiące na parapetach,

Pnącze wijące się wokół płotu, pies przez sen szczeka,

Słońca promienie w liściach wielkiego klonu za domem

I mała furtka co mnie prowadzi w gąszcze zielone.

.

Leniwe niedziele, firanki śpiące w oknie otwartym,

Trawa pachnąca ostatkiem lata, motyl na kwiatku,

Drzewo co zbiera uśmiechy słońca na zimy tchnienie

Ślimak rzucony, niczym paciorek między kamienie.

.

Leniwe niedziele, pająk śpi w sieci srebrnym hamaku,

Myśli zgubione brodzą przez łąkę błękitnych kwiatów,

 Żółte sikorki głośno ucztują na słonecznikach,

Mała jaszczurka, cieniem spłoszona w trawy umyka.

 .

Leniwe niedziele, świerszczy gadaniem rozkojarzone

Słodkie maliny, kwiaty w wazonie, smutki zgubione

ptaki dające ostatni koncert w przeddzień jesieni.

Niedziel leniwych, niedziel szczęśliwych nikt nam nie zmieni

 

Człowiek

Balansuję na granicy świadomości

Powoli przesuwam dłoń po twojej szyi

Ostrze z chirurgiczną dokładnością przecina skórę

Instynkt zabójcy budzi się powoli

Morderca to moje drugie imię

Na pierwsze mam Człowiek.

Starówka nocą

Wieże kościołów śpią ponad miastem
Zmęczone modlitw ludzkich słuchaniem
Dzwony umilkły wśród ciszy nocy
Tylko kaplice dzwonią czuwaniem.

 

Małe uliczki w mroku schowane,
Odpoczywają od słów rzucanych
Smukłe latarnie w mgły szal spowite
Myślą o losie świateł niechcianych.

 

Gdzieś zbłądzi echo kroków spóźnionych
otworzy oczy śpiących starych domów
i znowu cisza starówkę otoczy
Aż dzień obudzą modły pierwszych dzwonów.

Twoje jutro

 

Śpij już kochanie, nie myśl o jutrze,

 Ono jak zwykle trafi tu samo,

 pewnie od razu nosa Ci utrze,

 kiedy nad ranem stanie przed bramą.

 

W południe będzie, udawać sprytnie,

 Że wszystko u nas jest takie samo

 Tylko wieczorem szeptem Ci wytknie

 Żeś taki duży, a mówisz „mamo”.

 

 A potem rzuci niby przypadkiem

 W moim kierunku spojrzenie wrogie

 I będę wiedzieć, że coraz rzadziej

 Będzie mi dawać uśmiech na drogę.

 

 Któregoś ranka gdy przyjdzie smętnie

 Wskażę mu szare chmury na niebie

 A ono powie mi obojętnie

 że dzisiaj przyszło tylko do Ciebie.

 

Więc śpij kochanie, nie myśl o jutrze

 Ono jak zwykle trafi tu samo

 Mnie już na pewno nosa nie utrze

 Bo będzie stało przed Twoją bramą.