Zastanawialiście się kiedyś kto siedzi z drugiej strony kabla, kiedy dzwonicie by poinformować usługodawcę, że zablokowaliście dekoder, telefon albo że w ogóle nic nie działa? Ostatnio bardzo bliska mi osoba została taką właśnie telefoniczną konsultantką w dziale pomocy technicznej stąd moje refleksje… Tak jakoś świat zorganizowano, że najgorsza jest praca, w której spotykamy się z przedstawicielami naszego gatunku, a jeśli jeszcze ów przedstawiciel nie musi spojrzeć nam w oczy, nabiera większej odwagi i chęci, by udowadniać swoją wyższość.

A to nie odpowiada – szczególnie mężczyznom, że w dziale technicznym pracuje kobieta (skoro umiejętności techniczne przypisane są płci, to czemu dzwoni?), to znowu ktoś nie dopuszcza konsultanta do głosu i po wyrzuceniu swych żali rozłącza się (psychiatra pewnie lepiej by się nadał do takich konsultacji), inny odmawia wykonania polecenia bo wie lepiej (może sam powinien zostać konsultantem?), a do tego setki pretensji, skarg, czasem krzyków i przekleństw. Niektórzy zachowują się jakby konsultant był wszechmogący, ale jeśli ktoś faktycznie tak go postrzega, to raczej  nie najlepiej z jego percepcją.

Z drugiej strony kabla siedzi po prostu człowiek z krwi i kości, będący zwykłym pracownikiem niższego szczebla, mającym swoje obowiązki i procedury, których sam przecież nie wymyślił i jeśli tylko może to udzieli nam pomocy, bo jak zresztą jesteśmy zwykle informowani na początku połączenia, rozmowy są nagrywane, również po to, by skontrolować pracownika. Odpuśćmy więc sobie telefoniczne kłótnie i nie udowadniajmy tym, że jesteśmy totalnymi ignorantami w dodatku niekulturalnymi. Jeśli naprawdę zachodzi potrzeba ostrzejszego uzmysłowienia usługodawcy, że traktuje nas nieodpowiednio, napiszmy do niego kilka „ciepłych” słów. Szanujmy natomiast ludzi na pierwszych liniach frontu, bo to wcale nie prosta praca trwać przez 8 godzin w nerwowej i pełnej negatywnych emocji atmosferze. A na końcu rozmowy, kiedy już rozwiązano nasz problem pamiętajmy o miłym „dziękuję” lub przynajmniej jakimś sympatycznym słowem doceńmy okazaną nam uprzejmość i starania naszego rozmówcy. To nic nie kosztuje, a tak wiele znaczy, szczególnie gdy na linii czeka  kolejny twardogłowy furiat…