Od ostatniego wpisu minęły 84 dni… Od 123 dni jestem mamą zastępczą. Boże jak ten czas leci. Dzieciaki rozwijają się w sposób widoczny. Mówią… Misiek w zasadzie wszystko, niewyraźnie, czasem nie zna słów, ale już mówi. Młody też już jest komunikatywny. W większości mówi swoim narzeczem, ale ja też poszerzyłam swoje kompetencje językowe, więc potrafimy się świetnie zrozumieć. Chłopaki jeżdżą na rowerach, pływają (w kapokach oczywiści), ale ruch jest zbawienny… Rozmawiamy, bawimy się, wspólnie odkrywamy na nowo najbardziej prozaiczne elementy życia, przytulamy się i zapewniamy o wzajemnych uczuciach. Jest cudownie i koszmarnie męcząco (dla mnie oczywiście). Co rano czuję się jak na obozie survivalowym. Wieczorem, nie mam już takich refleksji – po prostu bezrefleksyjnie padam.

Wśród różnych emocji są i frustracje. Jedna z nich ma na imię odpieluchowywanie. Przychodząc z domu dziecka chłopaki mieli na sobie pampersy (a na nie wciśnięte majtki – ale to już inna opowieść). Byłam przygotowana na ten problem – teoretycznie i technicznie. Zabrakło przygotowania mentalnego. Kupiłam opakowanie jednorazowych rękawiczek i po rozmowie z inną doświadczoną mamą zastępczą wiedziałam, że nie można niczego oczekiwać tak od razu. Trzeba czasu… Taaa… Miśkowi od razu zdjęłam pampersy. Starałam się go pilnować i odsikiwać regularnie. Niestety jeśli tylko przegapiłam czas, to lał w spodnie. Zostawiony w mokrych zdawał się nie zauważać że już wszystko pływa. Najgorzej było gdy oglądał bajki. Wtedy zupełnie nie panował nad sytuacją.

-Misiek idź sikać, widzę że już Ci się bardzo chce.

-Nie! Nie! Nie!

-Misiek zaraz się posikasz! Do toalety!

(chwytam za rękę, prowadzę w stronę toalety)

-Nieeee! (płacz, krzyk, kładzenie się na podłodze…)

-Zatrzymam bajkę, ale proszę do toalety.

-Nieeee! (płacz)

60 sekund później Misiek sika na fotel…

Sytuacja powtarza się wielokrotnie. Czasem obsikany był fotel, czasem krzesło, czasem dopiero co zmienione spodnie lub następowała konieczność powrotu do domu ze spaceru… Nie wiem co mnie bardziej irytowało, to że się posikał, czy to że posikał się chwilę po tym jak kazałam mu iść do toalety… Do tego dochodziły noce, po których trzeba było zmieniać pościel, bo standardowe pieluchomajtki nie trzymały już takich ilości płynu… No ale z płynem i tak było pół biedy… Gorzej, że i problem kupy wyglądał mniej więcej tak samo. No więc frustrowaliśmy się wzajemnie. Ja ich sadzając na nocnik lub toaletę i nie puszczając do czasu zrobienia tego co ma być, oni mnie robiąc w majtki chwilę po tym jak dałam nowe lub przekonywałam, że już czas. Były jeszcze poranki, kiedy to stała zawartość pieluchy wypadała do łóżka…

Tak było przed pierwszym spotkaniem z naszą opiekunką z MOPSu. Pani miała przyjść rano, więc już wieczorem przebrałam łóżka, dopilnowałam, aby wszystko było czyste i ogarnięte… A o poranku w pokoju chłopaków cuchnęło jak szalecie miejskim. Pościel zafajdana, a oni zamiast w łazience „czytają” sobie bajeczki…

Ale poranki okazały się kluczowe. Ja ustawiłam budzik trochę wcześniej, tak by budzić się chwilkę przed chłopakami i na dzień dobry wysyłałam gagatków do łazienki. Tak w miarę szybko opanowaliśmy problem kupy. Misiek z czasem załapał też sikanie. Młody dalej walczy z tym zagadnieniem…

Ale nie tylko oni zmienili się w tym temacie. Ja nabrałam dystansu. Kupiłam większe pieluchomajtki dla Miśka, co ograniczyło ilość nocnych katastrof. Nauczyłam się sprawnie myć Młodego w umywalce. I zaczęłam ogarniać sprawę jak mama nie jak opiekunka. Nie wiem kiedy przestałam używać jednorazowych rękawiczek…

A dzisiaj jest niedziela. Pospałam nieco dłużej. Dochodzi 8. Słyszę, że już nie śpią.

– Chłopaki do łazienki! Misiek na toaletę, Młody na nocnik! – krzyczę z łóżka.

-Acha… – odpowiada Młody, po czym słyszę, że obaj biegną do łazienki… Pięć minut później z łazienki dobiegają odgłosy zabawy. No dobra… Zwlekam się obolała z łóżka… Chłopaki stoją przy umywalce i bawią się wodą.

-A dlaczego nie robicie kupy?

-Już…- odpowiada Misiek pokazując pieluchę…

-Ale obaj?!- pytam z niedowierzaniem i rezygnacją- SERIO???

-Tak – zgodnie kiwają głowami.

– O nie panowie! Tak nie będzie! Proszę po kolei pod prysznic i sami sobie myjcie te brudne pupy! A na śniadanie zamiast słodkich serków pasztet. Bo ja też mam tu z Wami niezły pasztet!

– Acha… – skomentował Młody…